czwartek, 12 kwietnia 2018

Ota Pavel " Jak tata przemierzał Afrykę"





Kolejny zbór opowiadań Oty Pavla trafił w moje ręce. Jego lektura z jednej strony podobna do pozostałych książek autora, ze względu na sposób widzenia świata i wrażliwość, a z drugiej strony przepełniona smutkiem i nostalgią, mgłą przemijania. To ostatnia książka Pavla napisana już po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego, niedługo przez jego gwałtowną śmiercią. Ten zbiór opowiadań ma smak schyłku. Autor pisze o przyrodzie, rybach, górach ( górom poświęca kilka opowiadań), pisze o strumieniach i rzekach, pisze o sobie, ale wyczułam w tym pewną rezygnację, gorycz odejścia, świadomość degradacji natury, poczucie odchodzenia świata w którym się wychowywał.
Ujęło mnie jak poetycko Pavel pisze : „Bądź pozdrowiona rzeko! Klękam na brzegu w pobliżu pola kaczeńców i chcę przycisnąć swoje suche wargi do twego chłodnego ciała. Chcę cię pocałować.” A kiedy indziej: „ Zagrzebuję się w siano, bawię się jego łodyżkami i listkami jak ustami kochanki. Całuję je, śmieję się i zapadam coraz głębiej jak w kobiece łono.” On doświadcza natury, całym sobą, pełnią zmysłów i to co pisze jest żywe, namiętne, choć tematem jest natura, góry, pola, potoki. Nawet kiedy pisze o rybach nie brakuje mu uwagi i czułości. Sam tą swoją czułostkowość przypisuje ogromnemu poczuciu wolności jakiego doświadcza odkąd jest poza szpitalem i może znowu wyruszyć w swoją podróż w białej czapce z plecakiem ze skóry jelenia odziedziczonym po dziadku. Jest w prozie Pavla żywy kontakt z dziedzictwem przodków, z ziemią, ojczyzną. Jeśli w ogóle wierzę w jakiś patriotyzm, to tylko w taki- miłość do ziemi, lasów, do miejsc dzieciństwa, oddanie temu co nas ukształtowało, zrodziło.
Ktoś mógłby skonstatować, że to trąci banałem i wydumanym patosem, ale u Pavle nie ma patosu, jest dziecięcy zachwyt, ale i dorosła czasem cierpka refleksja. Jest prostota i piękno. On wędruje wzdłuż rzek i strumieni tak jakby wędrował do swoich własnych źródeł. A my czytając z nim. „Jak tata przemierzał Afrykę” to lektura lekka, ale refleksyjna, kojąca, nie jest tak mocna jak „Śmierć pięknych saren” ale miłośnicy Oty Pavla będą zadowoleni. Ja gorąco polecam!



Ota Pavel -„Puchar od Pana Boga”



Moje kolejne spotkanie z Ota Pavlem to „Puchar od Pana Boga”- zbiór opowiadań, o sportowcach, albo ludziach związanych ze sportem. Jak w „Śmierci pięknych saren” wrażliwość autora wybija się na pierwszy plan. Od razu zaznaczę, że nie interesuję się sportem i nigdy nie należałam, do fanklubu żadnego sportowca, czy to realnie, czy metaforycznie. A jednak czytałam tę książkę z przyjemnością, pisane z pasją i pełnym troski pochyleniem nad ludzkim losem opowieści są w istocie historiami o życiu, o jego sensie, o odchodzeniu. Pavel pisze lekko, z serca, wzrusza i bawi.

Znajdziecie tam historie znanych czeskich piłkarzy, hokeistów, kolarzy, a nawet opowiastkę fantastyczną ulokowaną w dalekiej przyszłości – Ota Pavel świetnie radzi sobie w każdych realiach. To nie są żadne biografie, bliżej im do baśni o współczesnych bohaterach, jakimi są sportowcy, ale pomyli się ten kto będzie spodziewać się apoteozy czy pomnika ku czci. Opisywane postacie są ludzkie, więc nie zawsze postępują etycznie, ulegają lękom, są słabe, czasami się poddają, są zagubione…

To chyba najbardziej ujęło mnie w „Pucharze od Pana Boga”- bohaterowie wydają się być transpozycją cech autora, wybrani przez niego, nie przypadkowo. Jak on sam ulegają uprzedzeniom, zwodzi ich popularność, wierzą w raj dla piłkarzy...
Jak poprzednio jestem oczarowana tą książką i polecam ją wszystkim, także tym, którzy jak ja nigdy nie interesowali się sportem. Tematyka w tych opowiadaniach jest jak to u Pavla jedynie pretekstem do rozmów o życiu, człowieczeństwie.



Ota Pavel - "Śmierć pięknych saren. Jak spotkałem się z rybami."




Zakochałam się. Może znacie to uczucie, kiedy jakaś książka przemawia wprost do waszej duszy i porusza najczulsze struny? Tak właśnie zareagowałam na prozę Pavela, nie tylko na to jak pisze i o czym pisze, może przede wszystkim na niego, jego sposób widzenia świata, podejście do życia, wspaniałe poczucie humoru. O tej książce pisano już wiele. Dałam się na nią złapać jak wygłodzona ryba na haczyk, choć na biurku mam stos książek czekających na swoją kolej. I nigdy nie przyszło by mi na myśl, że mogę z taką pasją czytać o wędkowaniu, bo ten temat w obu sporych opowieściach ( książka składa się z dwóch części) wydaje się być bardzo ważny. Znalazłam tam wiele innych tematów- wojnę, Czechy- o których mało wiem, a wreszcie opowiadania o ludziach, tych najbliższych Pavelowi ( tatusiu, braciach, mamie, znajomych i nie znajomych), zwierzętach- dzikich i oswojonych.
Jestem zbieraczem pięknych opowieści i każdy tak wprawny gawędziarz jak Pavel może mnie uwieść. Mocno przeżyłam tę książkę i choć czytałam ją na czytniku, od razu po skończeniu kupiłam ją przez internet, by móc wielokrotnie do niej wracać, by była ze mną przez lata. Kupiłam jeszcze dwie inne książki Pavela, bo jestem pewna, że o czymkolwiek by nie opowiadał, ja chcę tego słuchać. Sama postać autora jest piękna i tragiczna, z pochodzenia Żyd- przede wojną nosił nazwisko Popper – miał zaledwie dziewięć lat, kiedy rozpoczęła się wojna. Został z mamą na czeskiej prowincji, a jego ojciec i bracia trafili do obozów koncentracyjnych.
Ale nie łudźmy się, koszmar wojny dotknął i jego, opisuje to w „Śmierci pięknych saren” w sposób którym mnie ujął - bez użalania się nad sobą, bez obwiniania kogokolwiek, z łagodnością zaprawioną smutkiem, z dystansem do siebie. Obie opowieści są efektem terapii, to psycholog polecił Pavlowi spisać wspomnienia dzieciństwa i młodości, kiedy ten przebywał w szpitalu psychiatrycznym. Można znaleźć o tym wzmiankę w epilogu. Był sprawozdawcą sportowym i dziennikarzem. Zmarł w wieku 43 lat, zbyt wcześnie by wiele napisać, nad czym boleję. Mam zamiar w najbliższym czasie przeczytać jego dwie książki „ Jak tata przemierzył Afrykę” ( wydaną po jego śmierci) i „Bajka o Raszce”.
Gorąco polecam tę książkę wszystkim wrażliwcom i miłośnikom natury, no i wędkarzom!

10/10

Abe Kobo - „Kobieta z wydm”




„Wszystko, co posiada formę jest ułudą. Jedynie pewny jest ruch piasku, negujący wszelkie formy...” ( „Kobieta z wydm”)

Skończyłam czytać książkę japońskiego autora Abe Kobo zatytułowaną „Kobieta z wydm”, czytałam ją już kiedyś wiele lat temu, pewnie z dwadzieścia i z tamtego pierwszego podejścia zapamiętałam tylko, że to dobra, metafizyczna proza. W tym względzie nic się nie zmieniło w moim odbiorze, ale przyznam, że tematyka odcięcia, zamknięcia, uwięzienia, fatum własnego losu, mniej lub bardziej sterowanym przez innych, nie jest moją ulubioną. Może uderza w moje głębokie lęki, a może po prostu lubię książki dające nadzieję. To nie jest tego typu książka. Główny bohater- nauczyciel i z zamiłowania entomolog trafia w poszukiwaniu nowego gatunku owada do wsi na wydmach. To uporządkowany, sumienny obywatel Japonii, żyjący według ustalonych norm. Ale im dłużej przebywa w owym „piaskowym zagłębiu” tym bardziej wszystko to, w co wierzył osypuje się jak ściana piasku.
Nie chcę ujawniać fabuły, ale dodam tylko, że miejsce to stanie się jego więzieniem. Mentalność japońska, ich bezwzględność i okrucieństwo wobec siebie nawzajem, odstręcza mnie. Czytam o tym z ciekawością ale bez fascynacji. To bardzo dobra książka, autor uhonorowany został Noblem nie bez przyczyny, ale jej atmosfera klaustrofobii dotyka nie tylko bohaterów, ale i czytelnika. Momentami dusiłam się czytając, słowa jak ziarnka piasku zasypywały mnie, drażniły, brakowało mi przestrzeni, lekkości, oddechu. Taka właśnie jest ta książka. Znakomity kawałek literatury, ale nie łatwy i nie przyjemny. W wymiarze oddania treści poprzez formę to jest arcydzieło.
Bohaterowie zmagają się z piaskiem i ze sobą, ale są z góry skazani na porażkę.
Mimo to Abe Kobo pisze : „Lecz nie wolno się bać. Mówią, że gdy wędrowiec pada z głodu czy pragnienia, to przyczyną tego jest raczej lęk przed głodem niż sam fizjologiczny głód. Przegrana zaczyna się w momencie, gdy pomyślałeś, że przegrywasz.”
Polecam tę książkę, jako mądrą, spójną ze względu na formę i treść – w tym wymiarze jak wspomniałam jest wybitna, ale prywatnie dodam, że ja już do niej nie wrócę.
8/10



Powrót w nowej odsłonie

Drodzy czytelnicy,
Od dziś zmieni się nieco formuła tego bloga, będę go prowadziła sama, bez Marka Błachowskiego.
Ponieważ praca i obowiązki mnie nieco dociążyły zdecydowałam, że będę wrzucała tutaj recenzje przeczytanych książek, nie wszystkich ,ale tylko tych o których chcę Wam opowiedzieć.


 Zacznę od zaraz, bo mam kilka napisanych recenzji, które były publikowane w facebookowych grupach książkowych.
Zapraszam do lektury! Pozdrawiam wiosennie!


czwartek, 8 lutego 2018

Pies w literaturze





„Ten pies to własność męża dawno już zgasłego.
Trzeba ci było widzieć kształt i rączość jego
Wtenczas, kiedy na Ilion Odys szedł z wyprawą!
Zdziwiłbyś się psa tego siłą i postawą.
Przed nim nie mógł zwierz żaden umknąć, tak był rączy:
Wpadłszy na trop, wciąż trzymał, niezrównany gończy.
Teraz zbiedniał: pan jego przepadł gdzieś daleko,
Więc mu źle pod niedbałych służebnic opieką.
(...)
Tymczasem Argos w śmierci pogrążył się mroku,
Gdy ujrzał swego pana po dwudziestym roku.” (Odyseja, Homer)

Na początek mojej dzisiejszej opowieści przywołałam ślepego Homera, który pięknie opisał wierność psa wobec swojego pana. Historia Argosa psa Odyseusza, który dwadzieścia lat czekał wiernie na pana, by rozpoznawszy go w żebraku spokojnie umrzeć wzruszała już prawie trzy tysiące lat temu. Pies w literaturze to temat ogromny i ważny, bo towarzystwo psa, jego oddanie, ale i samo życie, nie zawsze zgodne z wyobrażeniami ludzkimi, stanowi ciekawą inspirację dla pisarzy, poetów i dramaturgów od czasów starożytności.
Świadoma jestem, że w poniższym tekście uda mi się co najwyżej zarysować psie postaci, psie wątki i pieskie inspiracje, z pewnością każdy z was mógłby dopisać wiele słów od siebie, na podstawie własnych lektur. Zaczynając od najdawniejszych czasów po Homerze, zabawny wątek psa znajdujemy w komedii Arystofanesa zatytułowanej „Osy” - występuje tam pies Labes, któremu wytyczono proces o kradzież sera. Zauważmy, że psy nawet w najdawniejszych czasach pojawiają się z imienia, jako osoby równie ważne co ludzie. Starożytni Grecy nie tylko lubili psy, bywa, że się ich bali, tak jak trzygłowego strażnika Hadesu Cerbera ( analogicznie w mitologii skandynawskiej pies Garm pilnował wejścia do piekła ). Bogini mająca pod swoją opieką psy – Hekate- prowadziła po śmierci w zaświaty i była boginią magii i wiedzy tajemnej. Pies miał więc już od antyku dwa oblicza w literaturze, występował jako wierny przyjaciel albo jako zwierz ze sfery infernalnej, czyhający na ludzi, by ich skrzywdzić lub zabić.
W mitologiach prechrześcijańskiej Europy pojawiają się psy jako przyboczni bóstw związanych z łowami, znajdziemy je obok Artemidy, ale sam pies jest przez religioznawców klasyfikowany jako zwierzę chtoniczne, łączone ze śmiercią. Funkcja psa jako pasterza bydła prawdopodobnie wpłynęła na postrzeganie go jako strażnika Zaświatów, ponieważ nasi przodkowie postrzegali zaświaty jako wielkie niebieskie pastwisko. W wierzeniach słowiańskich biały pies występował u boku boga Swaroga, świętego kowala wykuwającego słoneczny blask. Pies króla Artura Caval ( Cabal) występuje w legendach średniowiecznych, jako wierny towarzysz, którego śmierć była opłakiwana i usypano na jego cześć kopiec, tak jak honorowano zmarłych wielkich wojowników. Średniowieczne opowieści hagiograficzne wspominają świętego Rocha, który podobno do nieba poszedł wraz ze swoim psem.
Chrześcijaństwo nie patrzyło łaskawie na zwierzęta odmawiają im prawa do posiadania duszy, czyniąc je podległymi ludziom i spychając do roli żywego inwentarza. Niestety ten sposób patrzenia pokutuje jeszcze do dziś.

„Nic nie wie o oddaniu i przyjaźni ten, kto nigdy nie miał psa.” - ten cytat anonimowego autora jest dobrze znany właścicielom psów. Było wielu współczesnych pisarzy, którzy z wielkim upodobaniem umieszczali psy w swojej twórczości, co wynikało z ich zamiłowania do tych zwierząt wyrażonego poprzez fakt życia z nimi, mam na myśli Kurta Vonneguta i Jonathana Carrolla. Ale za nim ktokolwiek usłyszał o Vonnegucie czy Carrollu psy pojawiły się w wielkich powieściach dziewiętnastowiecznych. Na przykład u Bolesława Prusa znajdziemy w opowiadaniu „Anielka” psa Karusia towarzysza głównej bohaterki, w „Lalce” z kolei występuje jednokoki stary pudel Ir, należący do Ignacego Rzeckiego. Psy są kompanami, pocieszycielami i wiernymi druhami bohaterów literackich. „Trzech panów w łódce”...bez psa przecież wcale by sobie nie poradziło.

Dwudziesty wiek przyniósł przełom w literackim psim losie. W 1906 roku Jack London wydał książkę „Biały Kieł”, której głównym bohaterem jest pies. To będzie pierwsza na zachodzie ( bo w Rosji Bunin już to zrobił wcześniej) , ale nie ostatnia książka pisana o psie. Od tamtej pory pies będzie pojawiał się w książkach na trzy sposoby ( nie licząc epizodów) jako główny bohater ( temat), jako motor akcji ( jawny lub domyślny) lub jako wątek poboczny mający wzbogacić fabułę.
Jako wątek poboczny pies występował już wcześniej w dziełach okresu romantyzmu i pozytywizmu- znajdziemy go np. w „Panu Tadeuszu” czytając słynna kłótnię Rejenta i Asesora o Kusego i Sokoła- były to imiona dwóch psów. Ich panom poszło o to który z psów jest lepszy. Wątkiem pobocznym są też przygody psa Saby opisane w „Pustyni i w puszczy” Sienkiewicza.
Dopiero w dwudziestym wieku pies jako istota równorzędna, a w każdym razie równie ciekawa jak człowiek stanie się pełnoprawnym tematem literackim.

Jako swoisty motor akcji pojawi się u Haška „W przygodach dobrego wojaka Szwejka”, pies Fox pierwotnie należący do pułkownika przemianowany po porwaniu przez Szwejka na poczciwego Maksa, generując nowe perypetie.
Nad perspektywą widzenia psa zastanawiał się Kafka pisząc opowiadanie „ Dociekania psa”- którego pies był głównym bohaterem. Trudno mówić o modzie, ale w tym samym czasie mniej więcej powstało opowiadanie Marii Dąbrowskiej „Pies”
Wzrost świadomości ekologicznej, wreszcie odrzucenie okowów religijnych sprawiło, że autorzy chętniej umieszczali psy w swoich dziełach. Każdy z nas czytał „O psie który jeździł koleją” Pisarskiego, „Lessie, wróć”, opowiadania Grabowskiego- ale to literatura dla dzieci, warto przy jej okazji wspomnieć psa Rudego Dżila o którym pisał Tolkien i wszystkie szalone psy z książek Astrid Lingren ( Svipp z „Dzieci z Bullerbyn”, Ruff z „Najukochańszej siostry” a wreszcie tytułowy Toker z „Rasmus, Pontus i Toker”).

Poważni klasycy też pisali o psach.
Zacznijmy od Bułhakowa. „Psie serce” to minipowieść o zadziwiającej zamianie serca psa i człowieka. Ta historia pokazuje nas od innej strony, jaki jest psi człowiek, a jaki uczłowieczony pies. Poczytajcie, to interesujące studium psiej natury widzianej przez Bułhakowa. Tu mamy psa jako głównego ( jednego z dwóch) bohatera.
Drugim psem u Bułhakowa, którego nie można przemilczeć, jest pies Poncjusza Piłata- Banga, występujący podobnie jak jego pan w powieści „Mistrz i Małgorzata”. Pies jako jedyna istota kochana przez Poncjusza. Jego obraz rodzi gorzkie pytanie – Czy łatwiej jest kochać psa niż ludzi? A może tylko pies może zaufać Piłatowi, pies oddany, poza moralnością ludzką? W „Mistrzu i Małgorzacie” Banga jest motorem akcji.

Podobnie, jako motor akcji psa wykorzystał Jose Donoso w „Plugawym ptaku nocy”, choć tu akurat była to suka i wcale nie bura ale żółta. W „O miłości i innych demonach” Marqueza pies i skutki jego ugryzienia też odgrywają rolę „popychacza” akcji.

Szczególnie warte polecenia są książki gdzie pies jest jednym z bohaterów, jak w „Czerwonej trawie” Borisa Viana, opowiadaniu „Pies Edissona” Vonnegouta, polecam też bardzo „Nieznośną lekkość bytu” Milana Kundery i przepiękny opis miłości do psa.
Motywy psa, pojawiają się w cyklu o Harrym Potterze ( animag- czarodziej-pies Syriusz Black, jako bohater i trzygłowy pies Hagrida Puszek jako motor akcji). W książkach Stephena Kinga też znajdziemy psy, ale nigdzie nie będzie ich tyle co w twórczości Jonathana Carrolla, autor ten bowiem ( sam hodował kilka bulterierów) w każdej swojej książce umieszcza jakiegoś psa ( na ogół bulteriera), jego psy mówią, nauczają, prorokują, wszędzie spełniają rolę magicznego pomocnika i „popychacza akcji”( Jak choćby pies Kulfon w „Krainie Chichów” i pies Old Vertue w „Drewnianym morzu”)
Z podobna pasją umieszcza psy w swojej prozie Vonnegout, wspomniałam już o „Psie Edisona”, pies pojawi się też w „Syrenach z Tytana” i jeszcze wielu innych powieściach. Kurt Vonnegout sam siebie określał, jako psiarza i zawsze miał w domu psa jednego albo więcej.

Z polskich pisarzy zakochanych w swoich pupilach trzeba koniecznie wymienić Juliana Tuwima i jego psa Dżoncia ( opisanego w wierszach), Sławomira Mrożka i jego psy ( bo było ich wiele, ale szczególnie upodobał sobie jamniki), Stanisława Lema, który podzielał Mrożkową pasję jamniczą, Gombrowicza z jego czworonożny przyjacielem Psiną.

Na koniec pewnie zadajecie sobie pytanie, po co pisać o psach? Co mnie skłoniło do tego tematu. Być może nie podzielacie mojego poglądu, ale uważam zwierzęta za osoby, a psy pośród nich zajmują szczególne miejsce, podobnie jak koty- choć koty wydają się hołubione w naszych czasach ponad miarę i o nich także wartowałoby by może napisać artykuł. Nie dawno Nowa Zelandia ogłosiła prawo na mocy, którego zwierzęta uznane zostały za istoty czujące i zrównane z człowiekiem, wobec prawa. Ekolodzy i miłośnicy zwierząt wiedzą to od dawna, ale to prawdziwy przełom w sposobie myślenia o zwierzętach.
Cieszę się, ze przyszło mi żyć w epoce w której pies może stać się godnym bohaterem powieści czy wiersza, nie gorsząc nikogo. Każdy kto ma lub miał w życiu psa może dużo powiedzieć o więzi jaka łączy ludzi z suczymi synami i córkami. To więź godna literatury. Wielkiej literatury, dlatego zapraszam was do czytania o psach.
Zakończę cytatem z Kundery:

„Nigdy nie będziemy mogli z całą pewnością stwierdzić, na ile nasze stosunku z innymi ludźmi są wynikiem naszych uczuć, miłości, nienawiści, dobroci lub złości, a na ile są spowodowane stosunkiem sił pomiędzy nami a nimi.
Prawdziwa dobroć człowieka może się wyrazić w sposób absolutnie czysty i wolny tylko w stosunku do tego, kto nie reprezentuje żadnej siły. Prawdziwa próba ludzkości, najbardziej podstawowa (leżąca tak głęboko, że wymyka się naszemu wzrokowi), polega na stosunku człowieka do tych, którzy są wydani na jego łaskę i niełaskę: do zwierząt. I tu właśnie doszło do jego podstawowej klęski, tak podstawowej, że z niej właśnie wypływają wszystkie inne.(...)” ( Nieznośna lekkość bytu” tł. A. Holland)

Warte wspomnienia są następujące książki „pod psem” :

Tibor Dery „Niki. Historia pewnego psa.”
Connie Willis „Nie licząc psa”
Iwan Bunin „Sny Czanga”
Mark Haddon „Dziwny przypadek psa nocną porą”


Polecam też stonę:





Zuza Malinowska

poniedziałek, 5 lutego 2018

Złota Trójka odc.3



David Lodge
„British Museum w posadach drży”

Adam i Barbara Appleby wybrali chrześcijaństwo, wybrali katolicyzm. Chcą żyć zgodnie z zasadami narzuconymi przez drugi sobór watykański.
„Sex to mało działania, a dużo dzieci” - mówi Lodge ustami bohatera powieści.
I znów dziecko w drodze, taki jest początek powieści. Adam wyrusza do tytułowego miejsca w celu napisania doktoratu.
Kilka powieści uniwersyteckich Lodge'a pokazuje nam perypetie ludzi parających się nauką.
„British Museum w posadach drży” składa się z dziesięciu rozdziałów, a zamysłem Lodge”a było napisanie każdego rozdziału jako parodii/pastiszu stylu znanych pisarzy. Mamy tu Joyce'a, Woolf, Conrada, Greene'a, Kafkę, Lawrence'a.
Zapraszam do przeczytanie wielce zabawnej powieści. Myślę, że wywoła uśmiech na twarzy prawie każdego czytelnika.

Leslie Poles Hartley
„Posłaniec”
Leo Colston (chłopiec dwunastoletni) przyjeżdża na wakacje do kolegi szkolnego Marcusa. Pochodzi z biednej rodziny i niejako wkrada się w świat ludzi bogatych. Poznaje siostrę Marcusa, Marian. Wkrótce odkrywa, że Marian kocha się w ubogim farmerze Tedzie Burgessie. Leo zostaje posłańcem pary.
Doskonała powieść psychologiczna. Joseph Losey dokonał jej adaptacji dla potrzeb filmu.
Polecam !

Jerzy Kosiński
„Wystarczy być”

Kosiński w innym wcieleniu. Przyzwyczailiśmy się do tego, że kreśli losy bohaterów, którzy doświadczają zła. W wymienionej powieści jest inaczej.
Chauncey Gardiner, adoptowany przez bogatego człowieka, wyrósł w cieplarnianych warunkach. Nie ma dokumentów, nigdzie nie figuruje. Tymczasem umiera starszy pan i bohater musi zmienić się, musi szukać swojej drogi.
Czy to w jego przypadku jest możliwe?
Chaucey rzeczywistość zna tylko z ekranu telewizora. Jego metafory dotyczą siewu, ogrodu, wzrastania.
Przypowieść Kosińskiego nasuwa wiele pytań.
Polecam !

Marek Błachowski

Podsumowanie czytelnicze roku 2019

Zamknęłam rok 2019, przeczytałam w nim 63 książki wliczając tomy poetyckie. Wynik zadowalający choć nie wybitny.  Jest kilkanaście książ...